Wynik

Sukces! Mam remisję! 

Po guzie, węzłach i nacieku nie ma ani śladu, jestem niesamowicie szczęśliwa – nie muszę mieć radioterapii.

Teraz czas na regenerację! 

Jeszcze tylko krótko chcę Wam podziękować, bo nieraz jak miałam doła, to albo poprawialiście mi humor albo po prostu motywowałam się dla Was, bardzo Wam dziękuję że byliście i że jesteście nadal ze mną!

Póki co zmykam świętować jedzeniem jak to na mnie przystało i wracam do Was niedługo z kolejnym postem! 

JUPIIIIIII! 

Jak trwoga to do…

Noc z czwartku na piątek skłoniła mnie do przemyśleń. Otóż napisała do mnie w nocy mama jednego z moich czytelników, młodego chłopaka, niewiele starszego ode mnie. Niestety odszedł. Ta wiadomość bardzo mnie poruszyła, gdyż jeszcze tydzień temu z Nim (z szacunku do Niego, będę o Nim pisać z wielkiej litery) rozmawiałam, starałam się Go pocieszyć, kiedy napisał mi o diagnozie, dać trochę mojej pozytywnej energii. I wiem, że chciał walczyć i walczył, jednak czasami choroba lubi się sprzymierzyć z czasem i go zabrać i odebrać życie, zdecydowanie za szybko. Jego mama powiedziała mi, że bardzo lubił czytać mojego bloga i bardzo dużo siły Mu to dawało – w tym momencie tak naprawdę zobaczyłam jak wiele dają Wam te słowa, które piszę. Dostaję od Was mnóstwo wiadomości, myślę, że do tej pory mogę mówić o tysiącach wiadomości, zawsze niesamowicie miło mi jest je czytać, odpisywać Wam i widzę, że to Wam pomaga, ale teraz tylko bardziej się utwierdziłam w tym fakcie. Jest mi strasznie przykro, że tak młoda osoba już nie jest wśród Nas.

Już dosyć długo planowałam napisać post o wierze. Wielokrotnie mnie też o to prosiliście, pytaliście się też mnie jaki mam do wiary stosunek. To nie będzie post o tym, że macie wierzyć w to czy coś innego. Myślę, że każdy kto jest tu już jakiś czas wie, że nie mam w zwyczaju narzucać komukolwiek czegoś co mi odpowiada.

Chyba każdy w coś wierzy. Jedni w Boga, inni w Kodeks Rycerski, a jeszcze inni w Latającego Potwora Spaghetti. Kiedy przychodzi choroba, jedni wołają Boga, inni mamę, jeszcze inni i to i to. Myślę, że każdy potrzebuje kogoś przy sobie w czasie choroby. Niezależnie czy to osoba fizyczna, czy właśnie np. Bóg.

Czy nagle przez chorobę zaczęłam wierzyć w Boga? Nie. Zawsze byłam chrześcijanką. Nie jestem i nigdy nie byłam ortodoksyjna w swojej wierze, mam do tego też spory dystans. Nie będę Wam wypisywać moich przekonań, bo tu też nie o to chodzi. Nigdy się nie panoszyłam z wiarą i nigdy nie będę.

Czy wiara w jakiś sposób pomogła mi w czasie choroby? Tak. Zdecydowanie tak. Nie uważam, że osoby chore powinny rzucić wszystko i jako terapię choroby wybrać modlenie się 24/7, bo uważają, że w ten sposób się wyleczą. Mi wiara pomaga w trochę inny sposób. Nie wiem, czy będę w stanie to opisać dokładnie. Mój pobyt w szpitalu w grudniu był dla mnie zdecydowanie najcięższym etapem choroby. Bezradność, bardzo złe samopoczucie i niewiedza były dla mnie niesamowicie trudnym przeżyciem. Bałam się zasnąć, myśląc, że już się nie obudzę –nigdy Wam tego nie pisałam, ale tak było. Nigdy w życiu aż tak źle się nie czułam, lekarze nie wiedzieli co mi jest, pakowali we mnie leki w ciemno, a sterydów dostałam tyle, że chyba do końca życia będą mi wychodzić pozytywne testy na doping, haha. W każdym razie, naprawdę modliłam się wtedy non stop, nie liczyłam na jakiś cud, na to, że nagle wstanę z łóżka i nie zemdleję, nie. Modlitwa dawała mi jakiś taki wewnętrzny spokój i to mi w zupełności wystarczyło. Czasami zasypiałam modląc się. Nie wiem dlaczego tak to na mnie działało, bo możecie sobie pomyśleć, że mogłam sobie powtarzać równie dobrze cykl Krebsa w głowie, bo to też powtarzanie w kółko, ale myślę, że tu nie chodziło o samo powtarzanie właśnie. Uwierzcie mi, próbowałam tego. W czasie rezonansu magnetycznego (40-50 minut trwało to około) powtarzałam sobie glikolizę i cykl Krebsa w głowie, nic mi to nie dało, cały czas byłam przerażona (okazuje się, że mam chyba klaustrofobię), zaczęłam potem odmawiać modlitwę i jak ręką odjął. Może chodzi tu o trochę inne skupienie niż normalnie? Tego nie wiem, wiem, że mi to pomaga się uspokoić, wiem wtedy, że będzie dobrze.

W czasie choroby nie chodziłam do kościoła, po pierwsze na początku wybiegałam z kościoła z płaczem, nie wiem dlaczego, a po drugie później już miałam bardzo niską odporność i nie chciałam przez przypadek złapać infekcji – często ludzie idą chorzy do kościoła.

Może część z Was stwierdzi, że piszę głupoty, bo np. jesteście ateistami i nie wierzycie w takie rzeczy, w jakie ja wierzę. Myślę, że ten post nie odnosi się tylko do wiary w Boga, ale ogólnie do pewnych przekonań, które narzucają nam pewne zasady moralne, oparcie, niezależnie od tego, czy są na to twarde dowody czy nie, czy jest to jakiś kodeks, czy jest to wiara.

Faktycznie trochę jest tak, że jak trwoga to do Boga – często ludzie hmm… „nawracają się”(?) w trakcie choroby i uważam, że to nic złego. Wręcz przeciwnie. Ja faktycznie teraz modlę się więcej niż kiedykolwiek, więc można powiedzieć, że u mnie „jak trwoga to do Boga” też się sprawdziło w pewnym sensie.

Z drugiej strony niektórzy zastanawiają się co takiego zrobili, że Bóg ich tak pokarał – to wina tylko i wyłącznie Nas, ludzi – to my zanieczyszczamy środowisko, pijemy wtedy brudną wodę, oddychamy brudnym powietrzem, a w glebie osadza się cały za przeproszeniem syf, który wyrzucamy, do tego dochodzi genetyka i bum, nowotwór, dlatego Bóg nie jest tu kimś, kogo powinniśmy za to obwiniać. Jest to ogromnie ciężka lekcja, w której obecny jest ból i wiele innych negatywnych uczuć, ale jakbym podsumowała ile zyskałam w tym czasie, to naprawdę widzę w tym wszystkim jakieś światełko w tunelu – lekcja zawodu, zauważyłam, że warto się cieszyć z małych rzeczy i nie przejmować się byle czym, zyskałam wielu świetnych ludzi wokół siebie, między innymi Was (swoją drogą, zawsze jak mam jakiś moment zwątpienia w dalsze losy tego bloga, to  z a w s z e  napisze mi ktoś z Was zupełnie przypadkiem jakąś wiadomość i znowu dostaję kopa do działania, telepatia, czy coś… haha. 😉 ) W każdym razie – nie widzę w tym winy Boga, nie obwiniam Go za to, że zachorowałam, tak samo nie powinniśmy obwiniać Go, kiedy odchodzi od nas ktoś bliski. Ból w chorobie nowotworowej jest tak okropny… Nie jest to ból, który jest się w stanie zlokalizować. Chociaż w sumie jest – ja zawsze mówiłam, że boli mnie wszystko, bo zazwyczaj jedyne miejsca, które mnie nie bolały, to palce u rąk. Dlatego w momencie, w którym odchodzi od Nas ktoś bliski, warto czasami też pomyśleć, że ta osoba już nie cierpi – to na pewno nie jest łatwe, sama dosyć mocno przeżywam śmierć mojego czytelnika cały czas, ale powtarzam sobie w głowie jak mantrę: „On już nie cierpi”.

A u Was jak to wygląda? Jak Wy dokończylibyście zdanie „jak trwoga to do…”?

Co tam, jak tam

Święta święta i po. Jest też po tomografii – póki co wyniku nie mam, ponieważ były święta w międzyczasie no i w związku z tym jest lekka obsuwa. Obiecuję, że jak tylko będę coś wiedzieć, to od razu napiszę, haha.

Samo badanie przebiegło dobrze. Trochę jedynie piekła mnie ręka w trakcie podawania kontrastu, ale dosłownie w momencie przechodziło – zresztą podawanie kontrastu nie trwa długo. Tomografia trwa kilka, kilkanaście minut, więc poszło dosyć szybko.

Poza tym czuję się baaaardzo dobrze, raz na jakiś czas mi się słabo zrobi, ale ogólnie to funkcjonuję zupełnie normalnie – gotuję, sprzątam, także bardzo mnie to cieszy.

No nic, więcej wieści nie mam, w niedzielę już będzie normalny post, więc do zobaczenia w niedzielę!

3 tygodnie po chemii

Niby dopiero minęły te 3 tygodnie, a ja już czuję (trochę) wolność. 😉 Czuję się bardzo dobrze, byłyśmy z mamą w poniedziałek nawet na 5-cio kilometrowym spacerze, w końcu było jakieś 20 stopni i słoneczko, kto by nie skorzystał z takiej pogody… 😉 Co prawda po tym spacerze padłam i poszłam spać, ale warto było.

W weekend też udało mi się w końcu wyjść „do ludzi” i poszłam na konferencję, organizowaną przez koło naukowe, do którego należę. Pierwszego dnia troszkę byłam zmęczona i nie dałam rady zostać do końca, ale mimo wszystko czułam się super i świetnie było się spotkać ze znajomymi. 😉

Jutro po południu tomografia, niestety od razu nie będę nic wiedziała, bo radiolog musi opisać to, co zobaczy na zdjęciach. 😉 Jak tylko będę coś wiedziała, to oczywiście dam znać, pewnie na Instagramie moim, swoją drogą tam najczęściej na bieżąco robię różne relacje, więc jak ktoś jeszcze mnie tam nie obserwuje, to serdecznie zapraszam. 😉

Więcej nowości póki co nie mam, korzystam z tego, że mogę w końcu się ruszać i jeść dosłownie wszystko co tylko zechcę. 😉 Miłego dnia!

O opiece stomatologicznej u pacjentów onkologicznych

Czas poruszyć bardzo ważny temat, o którym niewielu chorych wie, a i lekarze nie zawsze o tym wspomną – opieka stomatologiczna w czasie leczenia.

Tak jak pisałam już wieeele razy, chemioterapia wpływa nie tylko na nowotwór, ale też na cały organizm – w tym jamę ustną. Mowa tu też o radioterapii okolic głowy i szyi. O pieczeniu jamy ustnej już pisałam posta, możecie go przeczytać tu, ale tego jest dużo dużo więcej.

W tym poście opiszę Wam, dlaczego tak ważne jest chodzenie do stomatologa przed, w trakcie i po chemioterapii (ale też po radioterapii, będę odnosić się głównie do chemii, bo z tym mam najwięcej wspólnego, ale większość pokrywa się w obu przypadkach).

Zacznijmy od tego jak wpływa leczenie onkologiczne na jamę ustną.

Poza tym, że w związku z upośledzeniem funkcji szpiku kostnego dochodzi do zmniejszenia liczby białych krwinek (odpowiedzialnych za odporność), ale też erytrocytów i płytek krwi, czyli jesteśmy bardziej podatni na infekcje, to niektóre rodzaje chemioterapii są toksyczne dla tkanek jamy ustnej.

Wszystkie problemy jamy ustnej z jakimi mogą się spotkać pacjenci onkologiczni mogą utrudnić leczenie – poza tym, że pacjent ma gorsze samopoczucie, to jeszcze mogą wyjść poważniejsze problemy, które mogłyby spowodować przesunięcie chemii. Najczęstsze problemy to:

  • Stany zapalne błony śluzowej – może im towarzyszyć ból i pieczenie jamy ustnej, przez to też traci się apetyt, ponieważ jedzenie sprawia nam po prostu ból.
  • Infekcje bakteryjne, wirusowe, grzybicze – mogą prowadzić do stanów zapalnych błony śluzowej, są spowodowane głównie tym, że w trakcie leczenia onkologicznego jest bardzo obniżona odporność (trochę więcej o tym w poście o badaniach krwi), ale też uszkodzeniem błony śluzowej.
  • Suchość błony śluzowej jamy ustnej – utrudnia to jedzenie, mówienie, ale też zwiększa ryzyko uszkodzenia błony śluzowej jamy ustnej, a co za tym idzie – infekcji, a także próchnicy.
  • Ból jamy ustnej spowodowany wpływem leków (przede wszystkim grupy leków nazywanych alkaloidami Vinca/barwnika różyczkowego – winkrystyna i winblastyna np.) na nerwy (neurotoksyczność).
  • Szczękościsk – dotyczy radioterapii okolic głowy i szyi, w jej wyniku mięśnie tracą elastyczność.

Jak widać trochę tego jest, a to tylko jama ustna, nasilenie i czas trwania danych problemów jest bardzo indywidualny, zależy od pacjenta, ale też od sposobu i metod leczenia. Te skutki uboczne nie należą do najprzyjemniejszych, uwierzcie mi na słowo – czasami boli tak, że ciężko jest mówić, albo jeść. Najgorzej jest na etapie, kiedy jest się już naprawdę na maxa głodnym, ale nie da się nic zjeść bo to boli. Na szczęście można temu zapobiec, wiadomo, czasami nawet profilaktyka nic nie daje – u mnie niestety się nie udało, ale przezorny zawsze ubezpieczony!

Przed leczeniem

Najlepiej, jeśli to możliwe, pójść do stomatologa miesiąc przed rozpoczęciem leczenia – wiadomo, że czasami nie ma się aż tyle czasu, bo zazwyczaj od diagnozy do pierwszego kroku w leczeniu mija krótka chwila i często nie ma na to aż tyle czasu, ale nawet jeśli to kilka dni i uda Wam się wcisnąć wizytę u stomatologa, to na pewno warto jest skorzystać.

Dlaczego tak długo przed chemią/radioterapią należy wybrać się do stomatologa? Przede wszystkim dlatego, że stomatolog musi mieć wystarczająco dużo czasu na wdrożenie leczenia w razie potrzeby, a także potrzeba czasu na zagojenie się ran/miejsca leczonego.

Trochę zaczęłam od tyłka strony, bo nie napisałam w ogóle dlaczego trzeba pójść do dentysty PRZED leczeniem.

Nie ukrywajmy – do dentysty zazwyczaj chodzi się już jak coś boli, albo żeby usunąć zęba, niewiele osób chodzi regularnie, dlatego jest możliwe, że macie coś do leczenia – w trakcie chemioterapii może się pogorszyć sytuacja, zrobi się większy ubytek, coraz większy ból zęba i wiele wiele innych, a wtedy niestety powinno się odstąpić od leczenia np. zęba, bo trzeba przekładać kolejne chemie itp..

Jeśli macie radioterapię i naświetlana będzie głowa i szyja i macie aparat stały na zębach, warto się dowiedzieć, czy nie powinniście go zdjąć na czas leczenia.

Ponadto stomatolog może Wam polecić wszelkie specyfiki jakie możecie stosować w trakcie chemii, tak w ramach profilaktyki.

W trakcie leczenia.

Dziąsła i zęby stają się bardzo delikatne w trakcie chemii. Jest kilka rzeczy, które należy wiedzieć. Na pewno to, że trzeba zmienić szczoteczkę, na najbardziej miękką jaką możecie znaleźć. Poza tym, pasta do zębów nie powinna być zbyt… miętowa? Haha. Chodzi o to, żeby po prostu kupić sobie jakąś pastę do zębów, która jest przeznaczona do wrażliwych zębów. Poza tym pisałam trochę o różnych płukankach i sposobach radzenia sobie z różnymi bólami, problemami jamy ustnej w trakcie chemii, możecie o tym przeczytać w tym poście.

Jeśli coś dzieje się poważniejszego niż jakieś bóle i sposoby „domowe” nie dają rady, skonsultujcie sprawę ze swoim onkologiem – najlepiej, żeby stomatolog dostał zielone światło od lekarza prowadzącego, wtedy będzie wszystko bezpiecznie i ładnie.

KONIECZNIE powiedzcie swojemu stomatologowi o tym, że jesteście w trakcie leczenia onkologicznego!!! Nie każdy zapyta, a to bardzo ważne.

Na pewno NIE WOLNO usuwać zębów w trakcie leczenia onkologicznego – a to wda się infekcja, a to pojawi się małopłytkowość, przez którą możecie stracić bardzo dużo krwi, do tego stopnia, że może być stan zagrożenia życia.

W trakcie leczenia onkologicznego dentysta ma trochę związane ręce, bo za wiele nie można robić, dlatego tak ważna jest profilaktyka.

Ponadto, w przypadku radioterapii, dobrze jest zapytać swojego stomatologa o nakładki na zęby, na które nałożyć można żel Elmex i nadkładać tak przygotowane nakładki na czas naświetlania, jeśli obszar obejmuje głowę i szyję.

W międzyczasie warto jest też odwiedzić stomatologa tak w razie czego, żeby nawet tylko spojrzał, czy wszystko jest w porządku.

Po leczeniu.

Ja poleciałam 3 tyg. po ostatniej chemii do stomatologa, to trochę za wcześnie, ale ja mam troszkę problemów z dziąsłami. Normalnie powinno się poczekać na moment kiedy ma się lepsze wyniki krwi. Z początku może być lekka leukopenia i wtedy trzeba na siebie uważać, ale od pewnego momentu leukocyty powinny zacząć wzrastać (jeśli nie, to zgłoście to swojemu lekarzowi) i wtedy już można sobie bezpiecznie wybrać się do stomatologa – w razie czego warto jest mieć przy sobie najnowsze wyniki badania krwi (o badaniach krwi więcej przeczytacie tu), żeby stomatolog sobie zerknął czy może działać. 😉

Po radioterapii głowy i szyi regularne wizyty u stomatologa to według mnie konieczność. Jak tylko skończycie leczenie zapytajcie swojego onkologa kiedy możecie wybrać się do dentysty.

Pamiętajcie, że nie wystarczy, że pójdziecie kilka razy w roku do stomatologa i tyle, chemioterapia i radioterapia mają skutki uboczne pojawiające się po wielu latach nawet, więc warto jest korzystać z pomocy stomatologa regularnie!

Bardzo ważna jest współpraca lekarza prowadzącego i stomatologa – najlepiej jeśli stomatolog ma do czynienia z pacjentami onkologicznymi. Zapytajcie swojego onkologa, czy kieruje swoich pacjentów do konkretnego dentysty, wtedy macie pewność, że traficie w dobre ręce. Oczywiście nie jest to konieczność, każdy stomatolog powinien Wam potrafić pomóc.

Tu też apel do osób niechorujących – naprawdę, stomatolog nie gryzie! Lepiej kontrolować i zapobiegać niż leczyć, dlatego od czasu do czasu warto jest zadbać o swoje ząbki u dentysty i dbać o nie na co dzień.

Dziękuję mojej kuzynce Ani – pani stomatolog, która sprawdziła czy nie popełniłam żadnego babola. 😀 

Miłej niedzieli!

Keeps getting better

Minęły 3 tygodnie od ostatniej chemioterapii. Czuję się naprawdę dobrze. Powoli zaczynam już funkcjonować tak jak kiedyś, przede wszystkim mniej czasu spędzam leżąc w łóżku, haha. 😀

W piątek jeszcze zdarzyło się, że miałam dosyć niskie ciśnienie i średnio się czułam, ale jest zdecydowanie coraz lepiej z dnia na dzień.

13.04 tomografia. Troszeczkę się stresuję szczerze mówiąc. Wiecie, jak byłam diagnozowana, to nawet nie wiedziałam o tym co to może być, więc nie odczuwałam tego oczekiwania na diagnozę tak jak zazwyczaj się odczuwa, dopiero teraz, to czekanie jak na werdykt – zadziałało, czy nie? Niestety dowiem się dopiero 24.04, bo w międzyczasie są święta i przez to jest takie przesunięcie.

Cieszę się, że poprzedni post tak dobrze się przyjął i że moi czytelnicy są super kulturalni i nawet jak się nie zgadzają z tym co piszę, to są w stanie napisać swoją opinię miło i bardzo rzeczowo, bardzo Wam za to dziękuję!

Dziś krótki pościk, dam Wam odsapnąć po niedzielnym, haha. 😉 Jak zwykle piszcie w komentarzach i wiadomościach sugestie o czym chcielibyście przeczytać! Wiem już, że o radioterapii – jestem w trakcie przygotowywania tego, ale ponieważ nie przeszłam tego na własnej skórze, to nie wiem na ten temat tak dużo, dlatego to trochę zajmie, ale poza tym tematem, koniecznie piszcie. 😉